To oczywiście duże uproszczenie, jednak ciekawi mnie, czy osoby mówiące po japońsku zgodziłyby się z takim stwierdzeniem.
Postanowiłam więc przyjrzeć się tematowi nieco dokładniej i podsumować blaski i cienie języka japońskiego – jego plusy i minusy, łatwiejsze i trudniejsze zagadnienia. W artykule dzielę się obserwacjami opartymi na własnym doświadczeniu oraz rozmowach z setkami uczniów, których miałam przyjemność uczyć i którzy dzielili się ze mną swoimi wyzwaniami.
Chciałabym, aby było to uczciwe i rzetelne podsumowanie, które posłuży jako kompas i mentalne przygotowanie do przygody z nauką tego pięknego języka. A może też jako okazja do refleksji, ile pracy już włożyliście – bo małe kroki naprawdę sumują się w wielki efekt.
Zachęcam Was, Drodzy Czytelnicy, do współtworzenia tej listy i dzielenia się swoimi opiniami w komentarzach. Czy język japoński naprawdę jest tak trudny, jak się powszechnie uważa? A może wcale nie aż tak bardzo?
Akcent i wymowa
Zacznijmy od czegoś, co naprawdę może zaskoczyć: wymowa w języku japońskim nie jest trudna. Dla Polaków wręcz przeciwnie, to często jedna z najłatwiejszych części nauki. Dlaczego? Bo wszystkie dźwięki, które występują w japońskim, mamy już w naszym repertuarze fonetycznym. Nie ma tonów ani gardłowych głosek, jak w innych azjatyckich językach.
Moi znajomi Japończycy mieszkający w Polsce często mówią, że akcent Polaków brzmi bardzo naturalnie. Oczywiście, nie znaczy to, że zawsze mówimy perfekcyjnie, ale japoński jest pod tym względem dość wybaczający.
Co więcej, ma melodykę opartą na długości sylab, a nie na tonach (jak np. chiński), dlatego nawet przy drobnych błędach w intonacji (i odrobiny dobrych chęci) Japończyk nas zrozumie.
Dla uczących się to często ogromna ulga, bo można od razu zacząć mówić, nie bojąc się, że jedno źle wypowiedziane słowo zupełnie zmieni sens zdania.
Gramatyka
To może być najbardziej kontrowersyjna sekcja! Jak to często bywa, nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie „czy japońska gramatyka jest trudna?” i aż ciśnie się na usta: „to zależy!”.
Język japoński potrafi zaskoczyć prostotą wielu rozwiązań, ale ma też swoją (powiedzmy to sobie szczerze – całkiem długą) listę „grzeszków”. Chociaż na pocieszenie można dodać, że to samo można powiedzieć o większości języków świata! Przyjrzyjmy się więc temu, co w japońskim wydaje się łatwiejsze, a co potrafi sprawić więcej trudności polskim uczniom.
Gramatycznie (całkiem) proste:
- Rzeczowniki w języku japońskim się nie odmieniają. Nie ma przypadków, nie ma liczby mnogiej ani podziału na rodzaj męski czy żeński. ポーランド人(poorandojin) to zarówno Polak, Polka, Polacy, jak i Polki. Dzięki temu już po kilku pierwszych zajęciach można tworzyć zdania, które brzmią naturalnie i nadają się do użycia w codziennej rozmowie.
- Odmiana przymiotników i czasowników: jest prosta i regularna, a czasy są tylko dwa: teraźniejszo-przyszły i przeszły. Tu jednak muszę postawić gwiazdkę, bo czasowniki mają znacznie więcej form, które trzeba opanować już na poziomie początkującym. Ten aspekt bez wahania zaliczyłabym do kategorii „trudniejsze, (ale do ogarnięcia)” :).
- Regularność form: język japoński ma wiele zasad, ale przy tym jest zaskakująco regularny. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że solidne fundamenty zbudowane na początku nauki zaprocentują na wyższych poziomach. Zasady poznane w pierwszych miesiącach towarzyszą nam przez całą dalszą naukę.
- Kolejność wyrazów w zdaniu jest dość elastyczna. Wystarczy pamiętać o kilku podstawowych regułach, a poza tym tworzenie zdań przypomina nieco budowanie z klocków LEGO – niektóre elementy pasują do siebie idealnie, inne trochę mniej, ale w sumie to da się je połączyć w całość.
Gramatycznie bardziej wymagające (chociaż do ogarnięcia):
- Mnogość form. Jeden z popularniejszych słowników gramatycznych, Donna toki dō tsukau: Nihongo hyōgen bunkei jiten, wyd. ALC Press, zawiera około 500 form od poziomu N5 do N1. A to i tak nie wszystkie! Dużo. Formy różnią się między sobą stopniem formalności, sposobem i częstotliwością użycia, ale niewątpliwie ich znajomość (nawet bierna) jest niezbędna.
- Klasyfikatory… brr
To temat tak złożony, że chętnie wrócę do niego osobno. W skrócie, w języku japońskim wszystkie rzeczowniki są niepoliczalne. Podobnie jak w polskim mówimy „karton mleka” czy „szklanka mleka”, tak w japońskim każdy rzeczownik wymaga odpowiedniego klasyfikatora. Jest ich setki, choć w codziennej komunikacji używa się zaledwie kilkudziesięciu. Dla utrudnienia, w zależności od typu zdania klasyfikatory pojawiają się w różnych miejscach, a to skutecznie komplikuje ich naukę
. To mój osobisty „koszmarek” dydaktyczny, bo lubię, gdy wszystko jest uporządkowane, a ten temat spokojnie mógłby zająć cały semestr.
- W japońskim zdaniu mało się dzieje. (Pomyślicie pewnie: „no to chyba dobrze?” Ale właśnie przeciwnie!) Brak odmiany przez osoby i przypadki sprawia, że zdania są wprawdzie prostsze w budowie, ale trudniejsze w interpretacji. Często tylko kontekst lub wcześniejsza część rozmowy pozwalają właściwie zrozumieć z pozoru proste zdanie.
- Inna kolejność wyrazów w zdaniu. Czasownik zawsze pojawia się na końcu, a przyimki (do, w, za itp.) występują po rzeczowniku. Dla osób uczących się to często wymaga przestawienia sposobu myślenia i „odwrócenia” zdania w głowie przed jego ułożeniem.
No dobrze. Po zebraniu tego wszystkiego w całość muszę chyba przyznać (z lekkim bólem), że warstwa gramatyczna języka japońskiego rzeczywiście rzuca uczniom więcej kłód pod nogi, niż sypie różami. Na pocieszenie dodam, że w codziennej komunikacji Japończycy używają zaskakująco prostych słów i form gramatycznych, a te bardziej skomplikowane pojawiają się głównie w sytuacjach formalnych lub w języku pisanym.
Słownictwo
A skoro mowa o słownictwie… tu znów możemy dostrzec pewien promyk nadziei.
Choć język japoński ma rozbudowaną warstwę leksykalną (różne źródła szacują ją na około 500 000 słów), to do swobodnej komunikacji wystarczy znajomość mniej więcej 10 000 z nich. Oczywiście im większy zasób słów, tym wyższy poziom biegłości, ale w praktyce nie jest to aż tak przerażająca liczba, jak mogłoby się wydawać.
Wśród japonistów krąży też znana anegdota: jeśli zapomnisz jakiegoś słowa po japońsku, spróbuj „skatakanizować” angielskie, a istnieje spora szansa, że trafisz w rzeczywisty wyraz. Japoński uwielbia bowiem zapożyczenia, szczególnie z angielskiego. Aisukuriimu (ice cream), juusu (juice), chokoreeto (chocolate), toire (toilet)… i wszystko to ładnie wlicza się do Twojego słownictwa.
Faktem jest też to, że znaki, o ile są nam znane, potrafią same w sobie podpowiedzieć znaczenie słowa.
Weźmy na przykład 終電 (shūden, „ostatni pociąg”) składa się ze znaków 終 („koniec”) i 電 (od 電車 densha, pociąg), więc nawet bez znajomości całego wyrazu łatwo domyślić się jego znaczenia.
Podobnie 聞き手 (kikite, „słuchacz”) łączy 聞く (Kiku, „słuchać”) i 手 (te „ręka”, ale też „osoba wykonująca czynność”), a 映画館 (eigakan, „kino”) to dosłownie „budynek z filmami” (映画 eiga „film”, 館 – kan „budynek”).
Pismo
Nauka pisma japońskiego to prawdziwa wspinaczka na górę Fuji. Z pięćdziesięciolitrowym plecakiem. W deszczu. I bez zapasu wody. Niby czytałeś, przygotowywałeś się mentalnie, ale dopiero w trakcie drogi orientujesz się, w co właściwie się wpakowałeś. Z każdym krokiem jest trudniej, ale odwrotu już nie ma 🙂 No dobrze, żarty na bok.
Co warto wiedzieć o wyzwaniach związanych z japońskim pismem? Przede wszystkim to, że składa się z trzech zestawów znaków:
- Hiragany – używanej do zapisu końcówek gramatycznych, partykuł i słów rodzimego pochodzenia. Ma 46 podstawowych znaków i technicznie można nią zapisać każde japońskie słowo. Tyle że tekst wyglądałby wtedy tak, jakby pisał go przedszkolak.
- Katakany – używanej do zapisu wyrazów obcych, onomatopei oraz nazw gatunkowych roślin i zwierząt. Również 46 znaków. Dzieci uczą się jej zaraz po opanowaniu hiragany.
- Kanji – znaków pochodzenia chińskiego, które niosą znaczenie i/lub odczytanie. Oficjalna lista jōyō kanji obejmuje 2136 znaków, ale w praktyce jest ich znacznie więcej. Szacuje się, że przeciętny Japończyk po studiach potrafi rozpoznać ponad 3000 znaków (choć zapisać umie mniej). To jednak jedynie orientacyjne dane, bo każdy przypadek jest inny. To trochę tak, jakbyś próbował policzyć, ile znasz słów po polsku. Profesor uniwersytecki prawdopodobnie zna ich więcej niż mechanik… a może wcale nie? Trzydziestolatek i siedemdziesięciolatek również będą mieli różny zasób słownictwa. O dokładne liczby więc trudno.
Trudność polega na tym, że wszystkich trzech systemów pisma używa się jednocześnie. Każdy znak kanji może mieć kilka odczytań zależnych od kontekstu, niektóre wyglądają niemal identycznie, a inne mają po 20 kresek. Trzeba je nie tylko rozpoznać, lecz także zapamiętać sposób zapisu i wiedzieć, w jakich słowach występują. To dużo nauki, ale nie jest to niemożliwe. Kluczem do sukcesu jest systematyczność i dobry program nauki.
A czy są jakieś łatwiejsze aspekty nauki znaków? Cóż, niewiele… ale są pewne plusy! Nauka kanji rozwija kreatywność (szukanie mnemotechnik), aktywuje obie półkule mózgu (dobra profilaktyka przed Alzheimerem 😉 i daje świetny pretekst, by czymś zająć ręce podczas długich i nudnych zebrań. Podobno to idealny moment na ćwiczenie pisma. A satysfakcja, gdy po raz pierwszy samodzielnie przeczytasz całe zdanie w książce, jest absolutnie bezcenna.
Poziomy grzeczności
Dla mnie jedną z najbardziej fascynujących cech języka japońskiego jest to, że grzeczność nie jest w nim opcjonalna. Luzacki styl bycia, który sprawdza się w wielu innych kulturach, w Japonii po prostu nie działa… nic nim nie załatwisz. W najlepszym wypadku zostaniesz zignorowany. Etykiety językowej uczy się właściwie równolegle z samym językiem, bo oba te elementy są nierozerwalnie ze sobą powiązane.
W japońskim wyróżnia się trzy główne poziomy grzeczności:
- Język potoczny(tameguchi) – używany między przyjaciółmi, bliskimi lub osobami o wyższym statusie wobec podwładnych. Swobodny, bezpośredni, skraca dystans między rozmówcami.
行くね Iku ne! (Idę)
ありがとう Arigatou (Dziękuję)
- Język grzeczny(teineigo) – stosowany w codziennych, neutralnych sytuacjach. To domyślna forma w kontaktach z nieznajomymi.
行きます Ikimasu (Idę.)
ありがとうございます Arigatou gozaimasu (Dziękuję)
- Język honoryfikatywny(keigo) – rozbudowany system wyrażania szacunku wobec rozmówcy(sonkeigo) i skromności wobec siebie (kenjōgo). Używany w sytuacjach formalnych, biznesowych i oficjalnych.
いらっしゃいます Irasshaimasu (<np. Prezes> idzie.)
誠にありがとうございます Makoto ni arigatou gozaimasu (Serdecznie dziękuję.)
Nie wystarczy więc zapamiętać że iść = iku. Trzeba też wiedzieć, kiedy i wobec kogo użyć danej formy.
Dla mnie to takie odzwierciedlenie japońskiego społeczeństwa, w którym harmonia i hierarchia mają ogromne znaczenie. Nie należy jednak mylić tej językowej grzeczności z uprzejmością. Grzeczne formy często pełnią funkcję maski, utrzymując pozory profesjonalizmu. Za słowami o chęci spotkania może nie kryć się żadna realna intencja, a jedynie konwenans.
Zrozumienie i umiejętność poprawnego „czytania atmosfery” (空気を読む, kuuki o yomu) to kolejna kluczowa lekcja w nauce języka japońskiego. Poprawne stosowanie tych form i znajomość etykiety otwierają drogę do budowania zaufania i prawdziwych relacji z Japończykami.
Na koniec… czy japoński naprawdę jest trudny?
Aby spiąć w całość powyższe rozważania, powiedziałabym, że język japoński staje się trudny wtedy, gdy próbujemy patrzeć na niego przez pryzmat polskiego czy angielskiego, bo rządzi się zupełnie inną logiką.
To język o odmiennym systemie pisma, szyku zdania i sposobie wyrażania myśli. Język, który częściej sugeruje, niż mówi wprost; w którym grzeczność nie jest dodatkiem, lecz jednym z jego filarów. W którym umiejętność czytania rozwija się dopiero po opanowaniu ponad tysiąca znaków, a zapożyczenia i skróty są jego codziennością.
Być może właśnie to czyni go tak fascynującym. Bo ucząc się jakiegokolwiek języka, uczymy się nie tylko nowych słów – uczymy się także innego sposobu myślenia, postrzegania świata i budowania relacji z ludźmi. I to jest piękne.

